• Wpisów:21
  • Średnio co: 122 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 19:32
  • Licznik odwiedzin:7 035 / 2684 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
unhappy123
 
cathleen
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 

„Myślisz, że to coś da?” Tylko tyle kręciło mi się w głowie po odwiedzeniu kolejnego to sklepu, restauracji, baru czy innych punktów usługowych. Roznosiłabym ulotki, ale nie znam miasta. W końcu jestem tu dopiero drugi dzień…
-Dziecko, nic na siłę – uspokajał przez telefon tata.
-Dokładnie. Najwyżej będziesz tam miesiąc. To i tak bardzo długo! – dodała z boku mama.
-Niby tak, ale … - chciał odpowiedzieć, jednak ..
-Wiem – mama znów przerwała – ale pamiętaj, że nic na siłę.
Nie mogę powiedzieć, żeby ta rozmowa jakoś szczególnie podniosła mnie na duchu, ale miło było usłyszeć rodziców.
Znów wracałam na piechotę. Chciałam pochodzić, bo brak miejsca pracy jednak troszeczkę mnie przygnębił. Przyszłam do domu i zrobiłam drobny obiad. Trudno było się przestawić na gotowanie dla samej siebie.
Wtem rozległ się odgłos telefonu. Jakiś nieznany numer … na pewno nie polski. Przyjęłam niemiecki ton i odebrałam.
-Ja, bitte?
Okazało się, że to nowopoznany chłopiec. No, może nie był już takim chłopcem…
-Hej, jak się trzymasz? Już wyspana?
Jay brzmiał pogodnie, a jego ton głosu automatycznie mnie uspokoił.
-Oczywiście. Spało mi się wyśmienicie. Mimo tej wieczornej kawy … - uśmiechnęłam się pod nosem.
I tak, od słowa do słowa, umówiliśmy się na siedemnastą.
-Może mógłbym po ciebie wpaść? – zagadnął nieśmiało w którymś momencie.
-A pamiętasz chociaż gdzie? – palnęłam bez namysłu. – Tak, jasne. Jeśli tylko nie sprawi ci to kłopotu … - za śmiałam się.
-Żadnego.
-Dobra, dzwoń w takim razie pod trójkę.
Trochę byłam zła na siebie za to, że tak szybko pozwoliłam mu do siebie przyjść, do mieszkania w sensie że. Czułam jednak, iż mogę mu ufać. Rzadko kiedy miałam takie przeczucia. Szybko odgoniłam od siebie te myśli.
-Czyli co – odezwał się ponownie Jay – przywitasz mnie cieplutkim obiadkiem?
-Obiad co prawda już jadłam, ale mogę coś upiec jeśli tylko masz ochotę.
-Nie mogę się doczekać! – zaśmiał się.
-W takim razie do zobaczenia.
-Na razie, cześć.

Od razu zabrałam się do roboty. Mąka, cukier, soda, czekolada, mleko, jajka, olej i proszek do pieczenia. Jedyne czego mi brakło to papierowe foremki, ale zbiegłam po nie do sklepu na dole. Wymieszałam składniki, wylałam masę.
Bez miksera było nieco ciężko: bałam się, że jajka zetną mi się przez gorącą czekoladę. W tym piekarniku też nie piekłam, nie znałam go, więc babeczki mogły się spalić, ale … nie. Wyszły idealnie.
-Kaśka – Dziecko Szczęścia – pochwaliłam samą siebie, patrząc na swe dzieło. A raczej ponad sześćdziesiąt małych dziełek.
Jeszcze tylko polewa … o nie, dzwonek!
-Cześć, co … co to jest?
Zaskoczony Jay nie wiedział, co ma powiedzieć. Nie dziwię się, bo został mnie z garnkiem i łyżką w ręku.
-Chodź, zapraszam cię do kuchni.
-Tyle że ja nie jestem najlepszym kucharzem …
Czekoladowe muffinki i cupcakes zrobiły na nim wrażenie.
-Wooow … - wyrwało my się z ust.
-Poczęstuj się, a ja idę się przebrać.
Pognałam do sypialni. Szybko zmieniłam omączone ciuchy na czyste.
Gdy wróciłam do kuchni zastałam niesamowity widok: brunet z zapałem wcinał ciastko. Znikło już chyba z osiem.
-I jak?
-Ślicznie – odparł na mój widok.
Zdezorientowana popatrzyłam po sobie.
-Chodzi mi o ciastka! Smakują ci?
-Aaa! No taak! … Pewnie, są pyszne! – przełknął – Mam nadzieję, że nic do nich nie dorzuciłaś? – odwrócił się do mnie.
Staliśmy przy blacie.
-Nooo… niee wiem … - przewróciłam oczami i posłałam mu uśmiech.
-Chcesz mnie otruć? – zrobił podejrzliwą minę, unosząc jedną brew.
Na nieszczęście znaleźliśmy się niebezpiecznie blisko siebie.
-Nieee… gdzieżbym śmiała! – dalej kpiłam.
W pewnym momencie zaczęliśmy patrzeć sobie w oczy. Twarz chłopaka znajdowała się dosłownie kilka centymetrów od mojej…
-Więc .. – przerwałam napiętą ciszę i odeszłam kilka kroków dalej - … co słychać w zespole? Właściwie to co ty robisz w Niemczech, sam, nie masz żadnych nagrań, sesji itd.? – wyrzuciłam jednym tchem.
Kolejny już dzisiaj raz był widocznie zdezorientowany.
-Właściwie to … mam urlop. Chwilowy.
-Aha …to co, zbieramy się?
Wsiedliśmy do jego samochodu. Nie bałam się z nim jechać, prowadził ostrożnie i radził sobie bardzo dobrze za kółkiem.
Znów daleki spacer, po drodze stacja po shake’a w McDonaldzie. Przechodząc koło jakiejś imprezy doleciał do nas kawałek …
-Co to było?
-No! Przecież znam to!
-Ja też wiem co to! To leci dalej tak … na mnanmnan … - zanuciłam.
-ARCTIC MONKEYS!!!! – krzyknęliśmy w jednej chwili.
-Uwielbiam tą piosenkę – przyznał Jay
-A zwłaszcza ten moment, jak … - znów zanuciłam.
-Bardzo ładnie śpiewasz – rzucił poważnie.
-To szepnij komuś o mnie dobre słówko, bo szukam roboty – zaczęłam się nabijać sama z siebie. Chłopak spostrzegł, że czuję się nieswojo. Zaczął mruczeć pod nosem jakiś inny kawałek.
-A spróbuj inaczej to zaśpiewać – przerwałam mu.
-Znaczy że co, że jak?
-Z mniej ściśniętym gardłem. Rozszerz ten dźwięk. Spróbuj.
Spróbował.
-Rzeczywiście brzmi lepiej. Bardzo dobrze słyszysz.
-Muzyczna edukuje – ucięłam dyskusję na temat moich „talentów”.


Przez następne kilka dni Jay nie spotykał się z nową koleżanką.
Podczas jednej z prób jego menado zauważył poprawę wokalu.
-O wiele lepiej brzmisz. Bierzesz potajemnie jakieś lekcje śpiewu, czy jak? – zagadnął podejrzliwie.
-Właściwie to nie, ale mam taką jedną dziewczynę …
-Jakaś kolejna laska? A fajna chociaż ??? – wciął się w zdanie chłopakowi.
-Nie wygłupiaj się. Jest fajna, ale przede wszystkim niesamowicie słyszy.
-Skoro jest taka dobra to może podpowie co nieco chłopakom? A jakie ma wykształcenie?
-Z tego co wiem to skończyła szkołę muzyczną, pierwszy stopień.
-Jaki instrument?
-Fortepian.
-Idealnie!


-----
zapraszam do czytania i komentowania !
 

 
Miała tam spędzić miesiąc. Na tyle starczyło jej pieniędzy. Jednak już przed jej wyjazdem rozważała z rodzicami możliwość, że jeżeli znajdzie w miarę dobrze płatną pracę, zostanie tu do końca sierpnia. Jeszcze przed przyjazdem znalazła fajne mieszkanie, nie za daleko od centrum, opłaciła je, więc przyjechała prawie na gotowe. Stojąc na peronie odczuła przeraźliwy głód. Dochodziło wpół do siódmej, za pół godziny powinni otwierać jakieś bary mleczne czy naleśnikarnie… Ale nie będzie się tłuc po restauracjach z bagażami! Chwyciła w dłoń telefon, wykonała swoją pierwszą tutaj rozmowę – do właściciela mieszkania. Po siódmej trafiła pod budynek, w którym miała spędzić najbliższe tygodnie. Dostała klucze, zostawiła walizki. Nie był to apartament, ale dwa pokoje z łazienką i kuchnią wystarczały jej. W salonie znajdowała się kanapa, dwa fotele i niewielki telewizor. Sypialnia składała się głównie z dużego łóżka, szafy i dużego okna. Łazienka? W porządku. W kuchni znalazła kilka garnków, patelni, sztućce, talerze, kubki, mikrofalówkę.

Szybko wyjęła kosmetyki i ręcznik z walizki, uprzednio informując rodzinę, że bezpiecznie dotarła do mieszkania. Wzięła prysznic, odziała się w czyste ciuchy i ruszyła na śniadanie …



W torebce miała kilka swoich rzeczy: notes, kalendarz, pióro, kilka długopisów portfel, rozmówki polsko-niemieckie, mapę Berlina i dyktafon. Od tej pory nie będzie się z tym zestawem rozstawała. Dumnie kroczyła przez berlińskie drogi w poszukiwaniu miejsca, gdzie mogłaby dobrze i tanio zjeść. Natrafiła na małą naleśnikarnię. Weszła i zajęła wolny stolik. Przy narożniku znajdowało się WiFi. Szybko podłączyła laptopa i zalogowała się na Facebook’u. Zaktualizowała swój status: „Herzlich Willkommen in Berlin!”. I tak się nikt nie zorientuje, że wyjechała do …

-Dzień dobry! W czym mogę służyć? – do stolika podeszła kelnerka.

-Emmm… Taak. Chciałabym zjeść duże śniadanie. Czy mogłaby pani coś polecić głodnej podróżnej?

-Mamy bardzo dobre i świeże, np. jajecznicę, sałatki, naleśniki…

-Naleśniki. Świetnie. Poproszę dużą porcję. I wieeelki kubek gorącej herbaty – poprosiła z uśmiechem.

-Już podaję.

Mmmm… Przepyszne …. Pałaszowałam ze smakiem, obserwując przez okno budzące się do życia miasto. Taak, to było to. Złożyłam sprzęt, zapłaciłam. Uznałam, że trzeba pójść na jakieś zakupy, w końcu w lodówce miałam pustki.

Po drodze znalazłam większy sklep. Chłonęłam łapczywie wszelkie napisy, dotąd nieznane mi produkty. Wyszłam z pełną siatą zakupów. Chowałam portfel do torebki, gdy nagle …

-Och, scheisse … Tylko nie to … - zaklęłam. Siatki popękały, bo jakiś koleś na mnie wpadł. Butelka soku wyleciała mi z ręki i się stłukła. Chłopak kucnął i zaczął zbierać zakupy.

-Przepraszam bardzo – mówił pospiesznie – Nie chciałem cię potrącić.

-Nie no, nic nie szkodzi – odpowiadam niechętnie. Kilka godzin w mieście a tu już takie coś! – Jakoś przeżyję.

Popatrzył na mnie z uśmiechem … Brązowe oczy bruneta zabłyszczały.

Czekaj, czekaj …. Czy to nie … ???

-Pozwól, odkupię Ci ten sok.

-Nie, nie trzeba, dzięki.

-Ależ nalegam – ten porcelanowy uśmiech mocno czarował.

-Noo… dobra.

Ok., chłopak zachował się w porządku. Aż się zdziwiłam, że nie zaczęłam się jakoś dziwnie zachowywać. Nawet obyło się bez głupich uśmieszków.

-Może, w ramach rekompensaty, zechcesz pójść ze mną na kawę? – zagadnął brunet. I weź tu się, człowieku, zdecyduj! Jeszcze parę lat temu bez problemu bym się zgodziła … A teraz?

-Nie trzeba, już odkupiłeś mi sok.

-Niby tak, ale wolałbym cię jednak zaprosić.

-Bardzo chętnie, ale niestety, nie mogę. Nad ranem dojechałam do Berlina, jeszcze nie spałam i prawdę mówiąc, jestem zmęczona – poczochrałam włosy – Ale dzięki bardzo za propozycję. Może innym razem – uśmiechnęłam się serdecznie do młodzieńca.

- Może kiedy indziej – wymamrotał. Czyżby trochę posmutniał ???

-Na razie! – rzuciłam i odeszłam w swoją stronę.

Nieźle, Kaśka. Jestem z Ciebie dumna. Zachowałam się niczym profesjonalistka. Bo przecież dziennikarka nie może się rzucać na byle kolesia, który zaprosi ją na kawę. No nie? Dokładnie. A poza tym to może go jeszcze spotkam. Co prawda Berlin jest ogromny, ale … nie ważne.

Teraz idę spać. Później znów uderzę na miasto.

Powrót trwał … na pewno krócej, niż mi się wydawało. Mimo że dwa razy pomyliłam drogę. W okolicach mojej kamienicy widzę …

-Jeszcze raz i idziemy na kawę – mówię do chłopaka.

-Słucham?

-Taki… polski … zwyczaj – wyjaśniłam nieśmiało i posłałam uśmiech.

-W takim razie … jeszcze raz to na piwo albo na kawę – uśmiecha się.

Zobaczymy, myślę sobie. Tymczasem – drzemka …

Koło 160 ponownie wstałam z łóżka. Czułam się całkiem dobrze. Przebrałam się z dresu. Wrzuciłam na siebie coś bardziej stylowego. Spodenki do kolan, płytkie trampki, czarna bluzka, szelki … Przekąsiłam małe co nieco i ruszyłam w miasto. Mam ochotę na … tak, już wiem na co. Trzeba uderzyć do kiosku.

-Black Debile czekoladowe, poproszę.

Krocząc pod arkadami, rozmawiałam przez telefon z bratem.

-A jak podróż?

-Całkiem w porządku. Męcząca, ale było ok. Właśnie idę na miasto, troszkę pooglądać.

-Myślisz, że coś fajnego ci tam wyjdzie? – pyta podstępnie Marcin.

-Mam nadzieję! A w ogóle! Tyyy…. Pamiętasz, uwielbiałam kiedyś ten cudowny boysband? – w słuchawce słyszę serdeczny śmiech –Właśnie! Spotkałam jednego kolesia od nich!

-No co ty? Naprawdę??

-Tak, jestem tego pewna. Na początku myślałam, że to ktoś inny…

-A jednak … Ooo, siostra! Widzę, że nieźle działasz.

-Ha, ha! Trzeba. - … i nagle oberwałam z barka w ramię.

-Auaa… patrz, jak chodzisz … - to był znów ten brunet. – To on! Kończę, Marcinku. Kocham Cię! – mówię do słuchawki.

-Ja Ciebie też. Trzym się. I nie rób nic głupiego! – przestrzegł.

-Na pewno. Pa! – śmieję się.

-Przyjaciel ? – pada pytanie od tajemniczego młodzieńca.

-Też.

-Widzimy się trzeci raz … Czyli co, kawa?

-Mam ci od tak zaufać? Przecież w ogóle się nie znamy.

-Jak najbardziej – przekonuje uśmiechem – Możemy spróbować. Nie zjem Cię. To co, idziemy?

-Jak najbardziej.

-Jay – wyciągnął do mnie rękę.

-Kathetrine.

Uścisnęliśmy sobie dłonie.



Goethe – Strasse. Klimatyczna knajpka. Stolik przy oknie. Młody chłopak z jeszcze młodszą dziewczyną zamawiają kawę. On capuccino. Ona latte macchiato. Biorąc łyk napoju odzywa się On:

-Co tak właściwie sprowadza cię do Berlina?

-Tak właściwie to … marzenia – odpowiada rozpromieniona.

-Naprawdę? Ale do Berlina? - dziwi się On.

-Oczywiście! A dlaczego by nie?

-Bo zwykle ludzie chcą jechać do Londynu albo lecieć do Nowego Jorku. – wyjaśnia – Ale Berlin?

- Tyle że ty nie wiesz, o czym ja marzę – ripostuje szybko.

„Jest ostra. I wie, czego chce” – skomentował w myślach.

-Nic o tobie nie wiem …

-Za to ja o tobie sporo – przerywa mu.

-Tak? – upił znów łyk – Na przykład co?

Pociągnęła kawy z wysokiej, eleganckiej szklanki. Odstawiła ją na bok i oparła ręce o blat stołu. Splotła dłonie i przyjrzała się uważnie chłopakowi.

- Na pewno chcesz wiedzieć?

- Na pewno – odparł pewny swego.

-Dobrze – zrobiła pauzę – Jay Khan. A dokładnie Jay Teriq Khan. Lat … - obliczyła szybko w myślach - … trzydzieści. Wieloletni partner modelki Leny Gerke. Od 2006 roku związany z zespołem US5. Współautor muzyki i tekstów dla owego boysbandu. Urodzony w Londynie. Biegle mówiący po niemiecku … - wymieniała bez opamiętania, cały czas patrząc mu prosto w twarz.

-Przyznać muszę, że jestem w szoku. Skąd ty tyle wiesz?

-Mam swoich informatorów. – uśmiechnęła się tajemniczo i znów zaczerpnęła kawy. – Każdy dziennikarz powinien ich mieć. Poza tym byłam kiedyś waszą fanką. I to nie wszystko, co wiem.

-Zadziwiasz mnie – pokręcił głową.

-Dziękuję.

Zapłacili za napoje. Wyszli z knajpki i spacerowali bez celu. Kiedy robiło się ciemno i chłodno, Ona uznała, że musi już lecieć. Że dalej się nie wyspała po podróży i że jest dość zmęczona. Stwierdził, że ją odprowadzi. Cały czas rozmawiali. Wybuchnęła śmiechem, gdy ten opowiedział jej kawał. Niemiecki mieszał się z angielski.

- To już tutaj – orzekła dziewczyna, kiedy znaleźli się pod jej blokiem.

- Szkoda. Bardzo dobrze mi się z tobą rozmawiało.

-Cieszę się, że to mówisz. Bo mnie z tobą również.

Uśmiechnęli się oboje, nieśmiało.

- Może zobaczymy się jutro? – zaproponował.

- Mmmmoże … - znów uśmiechnęła się promiennie.

Podobał mu się jej uśmiech. Szczery, wesoły, prawdziwy. Lubił też, jak poprawiała włosy, kiedy prawił jej komplementy.

Wymienili się numerami.

-To na razie. Trzymaj się – wyciągnęła dłoń na pożegnanie.

-Na razie – uścisnął rękę i patrzy na jej rozpromienioną twarz. Rzeczywiście, cieszyła się z przyjazdu tutaj.

Pożegnali się. Ona odwróciła się, a On patrzył jak jej postać znika w czeluściach klatki schodowej.



Zamknęła drzwi, zdjęła z ramion torbę. Uważnie przypatrywała się dłoni, którą przed chwilą ściskał brunet.

-Oj, Kaśka, Kaśka … - westchnęła.

Wzięła prysznic, zjadła kolację przy telewizji, a później ogarnął ją kamienny sen.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
PROLOG


Przez dobre sześć czy siedem lat marzyła o tej chwili. Od ponad półtora roku co wakacje i ferie, czy też inne dłuższe przerwy od szkoły, pracowała i odkładała pieniądze. Aż wreszcie udało jej się zebrać odpowiednią sumę. Trochę dołożyli jej rodzice, mimo że bardzo obawiali się, aby puścić ją samotnie w tak długą podróż. Zdawali sobie jednak sprawę z tego, że ich córka jest odpowiedzialna i da radę – sama – wielkim mieście.
Na swój sposób była ładna, miała urok. Wysoka, szczupła, całkiem zgrabna. Jej włosów zazdrościło jej wiele osób. Dość sporego biustu też. Długich nóg, zielonych oczy, bladej cery, długich rzęs. Ona nie widziała w sobie nic fajnego. Może i była wysoka, ale wolałaby być o te pięć centymetrów niższa, tak na metr siedemdziesiąt. Rude włosy, mimo że, po długich męczarniach, zapuściła je, były rzadkie. Według niej, jej nogi były krzywe, a plecy okrągłe, odkąd tylko biust zaczął dość szybko rosnąć. Nie lubiła swojego ciała. Niewielu chłopców prawiło jej komplementy. Czasem koleżanki powiedziały, że spoko wygląda. Ale tylko niektóre. Miała wielu znajomych, ale nie przyjaciół – takich na dobre i złe. Podejrzewała, że to przez jej charakter. Nie dawała się wykorzystywać. Jednak nie chciałaby nic zmieniać. Czasem złośliwa, rzucała ironiczne uwagi, walczyła o to, czego pragnęła. Broniła innych, a za rodzinę skoczyłaby w ogień. Nie zmieniała poglądów czy zainteresowań tylko dlatego, żeby iść z modą. To nie ona. Kochała rodziców, braci i psa. Uwielbiała poznawać nowych ludzi i zwiedzać nowe miejsca. Pomagała innym, urodzona organizatorka i społecznica. Rozsądna, inteligentna. Pełna sprzeczności, ale lubiła to w sobie. W szkole uczyła się niemieckiego i angielskiego, z każdym radziła sobie świetnie. Bez dodatkowych lekcji – odziedziczyła rodzinny talent. Miała i inne, ale niepewność siebie i brak wiary we własne siły doskwierały jej.
Tak jak i brak drugiej połówki. Dlatego też przyszedł czas, aby wszystko zmienić. Dlatego jechała na upragnione wakacje do Berlina.
Około 23:50 na stację PKP podjechał pociąg. Na szczęście bezpośredni, aż do stolicy. Nie musiała się więc przesiadać. Pożegnała brata, który ją podrzucił, zapakowała bagaże, znalazła przedział. Lokomotywa ruszyła. Z uśmiechem na ustach, mimo późnej godziny, siedziała na fotelu. Przez jej ciało przechodził dreszcz chłodu, obawy i podniecenia. Dużo słyszała o nocnych kursach, ale nie denerwowała się za bardzo bandziorami. Peszyła ją nieco świadomość tego, iż mogą ja okraść, ale nie zaprzątała sobie tym głowy. Snuła plany: co się zmieni, kiedy dojedzie na miejsce, czy spotka kogoś ciekawego, może znanego, czy znajdzie pracę?
Nad ranem dotarła do upragnionego Berlina. Słońce jeszcze nie wstało, ale nie było już ciemno. Za to chłód przeszył jej ciało.
Pociąg odjechał, a ona, dzierżąc w ręku rączkę walizki czuła, że to będą niezapomniane wakacje.





----------------
Hej Witam Was serdecznie Będę umieszczać tutaj moje opowiadanie - więcej na
i-want-you-by-my-side.bloog.pl
Zapraszam serdecznie do czytania i komentowania!
Oprócz tego będą się tu pojawiały takie one-party jak wcześniej. Śledźcie mój/moje blog/blogi. Pozdrawiam!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty, a zapominasz o niej na trzy godziny. Ale z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zależny. Wtedy myślisz o niej trzy godziny, a zapominasz na dwie minuty. Gdy nie ma jej w pobliżu - czujesz to samo, co narkomani, kiedy nie mogą zdobyć narkotyku. Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to, czego tak bardzo im brak. A Ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość.
Tylko czy warto walczyć dla kogoś, kto dosadnie powiedział „dość”? Czy warto powoli umierać u boku księcia, który nie potrafi uszanować Ciebie, jako człowieka, jako kobiety?
Może czas oprzytomnieć i za radą najbliższych uciec od miłości, która bezlitośnie rozszarpała na strzępki od dawna krwawiące serce, nie zwracając uwagi na Twoje prośby, błagania, krzyk…?
Łatwiej byłoby miłość zabić…
…ale żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy do niej strzelać z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza - wie, jak przeżyć. Potrafi znaleźć sobie drogę do wolności i zaskoczyć nas, pojawiając się, kiedy jesteśmy już cholernie pewni, że umarła albo, że przynajmniej leży bezpiecznie schowana pod stertami innych spraw...

 

 
Fakt, spotkała go. Tyle czasu przecież o nim marzyła. Co prawda spędzili ze sobą tylko kilka godzin, ale oboje czuli, że coś się rodzi.
Coś ... magicznego. Żarty, uśmiechy, muśnięcia dłoni, błyszczące oczy ...
Żałowała, że musi już wyjeżdżać. A na dodatek z tak wielkim smutkiem - bo mimo obietnicy ... On nie zadzwonił. "Wiedziałam, że tak będzie. Mogłam się na nic nie nastawiać." - z żalem przyznała. Siedząc już w pociągu, szykowała się na kilkunastogodzinną podróż do domu. Nagle rozdzwonił się telefon.
-Halo? - spytała zaskoczona
-Kath? To ty? - w słuchawce odezwał się znajomy głos
-Tak, to ja. Co jest? - najpierw się ucieszyła, ale zaraz potem poczuła ukłucie w sercu - żal nie dawał za wygraną.
-To ja, Chris. Przepraszam Cię, że nie dzwoniłem, ale zaraz po naszym spotkaniu zgubiłem gdzieś telefon. Dopiero teraz go znalazłem, bo okazało się, że przez ten cały czas był w mojej kurtce. Moglibyśmy się spotkać? - wyrzucił z siebie jednym tchem. Nie wiedział, gdzie mieszka. Wiedział tyle, że nie jest z Berlina. I wiedział, że to ta jedyna. Nie był kochliwy, ale kilka dziewczyn już go wcześniej skrzywdziło. Przysiągł sobie, że już żadna inna tego nie zrobi. Czuł, że Kath jest wyjątkowa ...
-Tyle że jest taki mały problem... właśnie wracam do domu.
-To podaj adres. Wpadnę, jeśli tylko mogę ...
-Taak... Tyle że ja wracam do domu - do Polski.

Pojechał za nią. Wsiadł w najbliższy pociąg.
Byli razem. I było im cudnie.
Happy end? Chyba tak.
Pierwszy i ostatni w ich życiu.
 

 
CHŁOPAKU! CHCESZ BYĆ IDEALNY?! RÓB TO:
1. Dotykaj jej talii.
2. Rozmawiaj z nią.
3. Podziel się z nią tajemnicą.
4. Daj jej swoją bluzę.
5. Całuj ją powoli.
6. Przytulaj ją.
7. Trzymaj ją.
8. śmiej się z nią.
9. Zapraszaj ją wszędzie.
10. Akceptuj jej przyjaciół.
11. Uśmiechaj się z nią.
12. Rób z nią zdjęcia.
13. Pozwól jej siadać na swoich kolanach.
14. Kiedy powie, że to ona kocha cię bardziej, nie zgódź się z tym.
16. Całuj ją niespodziewanie.
17. Przytulaj ją od tyłu w talii.
18. Mów jej, że jest piękna.
19. Mów, co do niej czujesz.
20. Otwieraj przed nią drzwi.
21. Mów jej, że jest dla ciebie wszystkim.
22. Jeśli wydaje ci się, że coś jest nie tak, po prostu ją przytul.
23. Rób tak, aby czuła się kochana.
24. Pocałuj ją przy innych dziewczynach.
25. Nie okłamuj jej.
26. Nie oszukuj jej.
27. Zabieraj ją wszędzie, gdzie tylko chce.
28. Gdy jesteście sami, przytul ją i zacznij całować.
29. Całuj ją w policzek.
30. Całuj ją w szyję.
31. Patrz jej głęboko w oczy i mów, że ją kochasz.
32. Połóż się z nią pod gwiazdami i pozwól jej położyć głowę na twojej klatce piersiowej, dzięki czemu będziesz mógł ją przytulić.
33. Podczas spaceru trzymaj ją za rękę.
34. Obejmuj ją tak długo jak to możliwe.
35. Ocieraj jej łzy, kiedy płacze.
36. Zabieraj ją na długie spacery w nocy.
37. Zawsze przypominaj jej, jak bardzo ją kochasz.
38. Powiedz jej, że ją kochasz i pocałuj ją.
39. Dotykaj jej pleców.
40. Trzymaj ją za rękę w miejscach publicznych.
41. Rozmawiaj z nią o wszystkim.
42. Odgarniaj jej włosy z twarzy i całuj ją delikatnie.
43. Nieoczekiwanie podejdź do niej i przytul ją.
44. Całuj ją w deszczu.
45. Tańcz z nią przy wolnej muzyce.
50. Kochaj ją, całuj ją, przytulaj ją.
 

 
-Olka?
-No?
-Mam pytanie.
-Dawaj.
-Czy wierzysz w to, że jeśli ktoś Ci się śni to znaczy, że o tobie myśli?
-Trudno mi powiedzieć. Mnie to się głównie śni moja mama, ja i jakieś inne pozmyślane osoby. A co, kto Ci się śnił? - przyjaciółka podejrzliwym wzrokiem popatrzyła na mnie.
Spuściłam oczy na dół.
-A., tak ?
-No.
-Znowu o nim myślałaś?!?
-Nie! Właśnie w tym sęk, że nie! Bo gdybym o nim myślała przed snem, to może i by mi się przyśnił, ale nie myślałam o nim, nim zasnęłam...
-Ty nie, ale Twoja podświadomość działa ...
A mówiłaś przecież, że dałaś sobie z nim spokój.
-Bo dałam!! Ale cholernie mi szkoda, że nic z tego nie wyszło ...
  • awatar Catherine Readbourn: dziękuję ;) byłabym wdzięczna, jakbyście podały mojego bloga dalej ... mogę na Was liczyć? ;>
  • awatar alkkka.: ta całująca się para jest zajebista ♥♥♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jestem głodna tulenia, przytulenia, wtulenia, zatulenia i obtulenia ...
 

 
Wróciła do domu po ciężkim dniu ze szkoły. Mimo że miała tylko pięć lekcji to była wykończona - hormony jej buzowały przed zbliżającym się okresem, a poza tym odczuwała coraz to inne emocje na każdej godzinie. Zdjęła buty, położyła się na wersalce w swoim pokoju. Po chwili leżenia wzięła nowiutkiego laptopa z półki i usiadła. Odpaliła YouTub'a i wyszukała jedną taką piosenkę. Słuchając jej w kółko płakała jak oszalała. Kiedy do jej pokoju weszła mama, tamta popatrzyła na nią. Rodzicielka podeszła do niej i jedyne co zrobiła to przytuliła ją. Później przyniosła gorącą herbatę i piernik. Nakryła córkę kocem i patrzyła jak śpi.
"Wiedziałam, że jest jej ciężko, ale nie zdawałam sobie sprawy, że jej życie to aż taki wulkan. Jest chyba bardziej wrażliwa i uczuciowa niż nam obu się wydawało"

http://www.youtube.com/user/MarcelinaVEVO#p/a/u/1/_sEQXQGKZwE
 

 
-Nawet nie wiesz, ile razy Twoje imię przeszło przez moją głowę, ile razy odtwarzałam chwile spędzone razem. Ile razy żywiłam nadzieję, że coś z tego będzie i ile razy karciłam siebie za takie myśli . Papierosa ? ...
-Nie, dzięki. - odparł zmieszany, stojąc w progu pokoju. Nigdy Jej takiej nie widział: w ogromnym swetrze, zapłakaną aż po kolana, z rozmazanym makijażem i kolejną fajką w ustach. Paliła już trzecią, mimo że był tam dopiero kilka chwil.
Wyciągnął do niej rękę:
-Wszystko w porządku, kochanie. Wszystko będzie ok ...
Wyrwała mu się:
-Nic nie będzie OK! I nie "kochanie"!
Wargi i ręce jej drżały, dygotała z zimna, bo jak zwykle siedziała na otwartym oknie, mimo że był środek zimy.
Podjął kolejną próbę:
-Porozmawiajmy ... Wszystko wyjaśnimy, daj mi szansę...
Znów się wyrwała:
-Nie chcę z nikim rozmawiać! A zwłaszcza z Tobą!!
Ja już nie ... nie mogę... nie mogę dłużej ...
Szloch nie pozwolił jej dalej mówić, dusił jej gardło. Z bezsilności opuściła dłoń z papierosem, a drugą ręką zakryła oczy. Podszedł do niej od tyłu i przytulił ją.
-Ciii... już wszystko będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze.
 

 
-Wyjdzie w praniu, ale miejmy nadzieje ze będzie po twojej mysli
-No to zajebiście długie pranie nas czeka ...
-.-
-Ale chyba nie będzie takie złe ... - koleżanka wskazała palcem. Odwróciłam się. Tam byłeś TY.
-To jak ... zaczynamy? - powiedział swym ciepłym głosem i diabelski uśmieszek wkradł się na jego usta ...


*resztę sobie sami dopiszcie - ale błagam, nie myślcie tylko o JEDNYM*
  • awatar Gość: mm ;D Zapraszam do mnie : carpe-diem-anett.blogspot.com
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
szalona, ale spokojna. pełna sprzeczności. ruda. zielonooka. lubię szpilki i ładne ciuchy. samotna - nie każdy zasługuje na każdego. lubię zapalić od czasu do czasu dobrego papierosa, napić się schłodzonego Frugo i pośmiać z kumplami.

Taka jestem i się nie zmienię.
Przystajesz na to i bierzesz mnie taką czy idziemy dalej ?
 

 
Czasami chciałabym, tak po prostu, żeby podszedł i mnie przytulił. Całe szczęście byłoby w naszych ramionach, a przyszłość nie pozostawiona przypadkowi. Liczyłaby się tylko ta chwila, ta jedyna, która trwa. Właśnie teraz.

Tęsknię ... Bardzo. Czy to takie straszne?
Ale nie powiem Ci tego, nie ma mowy.
Bo może mnie nie wyśmiejesz, ale co sobie pomyślisz, to Bóg jeden raczy wiedzieć.
 

 
Kilka godzin się z tym męczyłam, ale postanowiłam - pojechałam do Niego. Na niecałe dwie godziny, ale widzieliśmy się. Zawsze to coś - zwłaszcza że miesiąc minął od naszego ostatniego spotkania.
Ten kumpel, który miał ze mną jechać, zabrał kolegę. Paweł i Konrad - jeśli masz zły humor to ten duet jest niezawodny

Nie było żadnych romantycznych 'uniesień', ale, tak jak wcześniej, był miły, troskliwy, gentlemen i czuły ... Wyściskał mnie za wszystkie czasy (cały miesiąc! ;D ), dał buzi na do widzenia i wsadził mnie w autobus na PKS. Kazał zadzwonić kiedy tylko dotrę. Wydawać by się mogło - ideał. Tak jakby ... Tylko targa mną mnóstwo uczuć, pytań i wątpliwości, które nie dają spokoju. I to wszystko przez mojego brata! xD
Bo zaraz po powrocie do mojego miasta musiałam do niego pójść. Bratowej streściłam przebieg spotkania. Kiedy on się pojawił w pokoju, w którym rozmawiałyśmy, musiałam opowiedzieć, co się działo. No i padło pytanie, szczere, poczciwego Marcina:
-Wykluje się coś z tego?
Równie szczerze odpowiedziałam, że ... :
-Nie mam pojęcia.

Bo fakt, buzi było. Ale po jego tekście "Daj buziaka" żeby mnie pocieszyć chyba, że nie mógł mi poświęcić tyle czasu, ile chciał (mały kuzyn na głowie - porażka). Hm... sama nie wiem, co myśleć. Mam nadzieję, że uda mi się go ściągnąć jak najszybciej do mnie
Pospadają wszystkim kapcie ;D

Chciałabym teraz pozdrowić kilka osób. Mogę? No to uwaga, zaczynam:
Ehkem, po kolei:

-Paweł i Konrad - dzięki, żeście mnie nie zatłukli, kiedy szukaliśmy JEGO ulicy ; )
-Karolcia - dzięki za zainteresowanie sprawą i jedyny komentarz pod moim wpisem ; D
-Marcin - braciszku, kocham Cię i wiedz, że co tylko się stanie - będziesz o tym wiedział ;***
-Kama - dodałaś mi otuchy opowiadając o swoim pierwszym pocałunku. I dalej śmieję się przypominając sobie, jak pytałaś, czy się z Nim całowałam ;D
Bratowa mi się udała, no nie ? ;D
-rRóżoWa!. - dzięki za link do tych świetnych zdjęć ;***
-Martyna - Tynuś, jesteś moją przyjaciółką - a kocham Cię jak siostrę. Dziękuję za pomoc ;**

I to chyba na tyle ....

Pozdrawiam Ciepło!
Buziaki ;**
-Wasza Cath
  • awatar Gość: co szukalem, dzieki
  • awatar Gość: Ja Ciebie też kocham jak siostrę słońce ;*** <3 i czekam na dalszy rozwój akcji :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

ppantera
 
cathleen
 
http://weheartit.com/ ;*** tu znajdziesz to czego szukasz

a to dodaje tak moze na avatarka ;> tak pusto masz ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

sick.love
 
cathleen
 
Kochana C. R <3 nie mam czasu sie odzywać. Przepraszam jestem teraz zabiegana . Buziaki <3
 

 
Dawno się tak nie czułam. Nawet bardzo dawno.
A może i nawet nigdy?
Pewnie wyjdę na wariatkę, ale ... Wróć. Od początku...

Pewne miasto leżące na Dolnym Śląsku, zaczynające się na "O" obchodziło 777-lecie swego powstania.
Tak więc pan z wydziału promocji miasta imprezę zorganizował. Kabarety, orkiestra i teatr ... Gwiazd plejada, jakby nie popatrzył. Pewnie zachodzicie w głowę - gdzie w tym wszystkim JA?
Otóż to, byłam wolontariuszką, to i pomagałam.
Lekko może nie było, ale się opłacało. Poznałam pewnego chłopca, starszego ode mnie co prawda, ale nie wiele. Gdybym z nim nie pracowała to nie zwróciłabym na niego uwagi, kiedy bym przechodziła obok niego na ulicy. Zaczęliśmy jednak rozmawiać. Przez te kilka dni "obchodów święta miasta" wydawał mi się troszeczkę dziwny, jednakowoż nadawaliśmy na tych samych falach.
Nie pożegnaliśmy się w ostatni (niedzielny) wieczór (koło północy, to nawet już noc). Zadzwonił. Zapraszał do "siebie" (czyt. do Wrocławia) na zwiedzanie. Uznał, że mnie oprowadzi. Taak... Spoko, jest ok.
Dzwonię do niego 2 tygodnie temu. Cieszy się jak dziecko, że się odezwałam. Ja zaś do domu na skrzydłach leciałam.
Do czego zmierzam ?
Chcę się z Nim zobaczyć. Bardzo. I Bardzo za Nim Tęsknię. Umówiłam się z kumplem (bo samej mnie rodzice nie puszczą, bo po co...) na jutro, że razem pojedziemy. ON zaś nie za bardzo jutro jeszcze może ... Dziecko (kuzyna) ma na głowie.
AH, mętlik mam w głowie, w żołądku supeł i nie wiem, co myśleć.
Nie ma kasy na koncie (telefonie). Swoją drogą, to bardzo częste zjawisko u dzisiejszej młodzieży. Nevermind ...
Dostał numer mojego Gadu-Gadu. Raz go zgubił. Niby dzisiaj napisał. Bo dzwoniłam. Ok, spoko.
Tyle że do mnie nic nie doszło ... Wysłałam esa, żeby się odezwał meilem ... Kuźwa, czekam, i nic!
Nie chcę się od razu obrażać, tłumaczę Go jakoś sobie ... Chyba mam rozdwojenie osobowości, bo jak zawsze ... sprzeczności mego charakteru dają się we znaki. A może to tylko Rozum walczy z Sercem? I don't know ...
Nie wiem, co teraz zrobić :
1. Odwołać kumpla, żebyśmy jutro nie jechali.
2. Przełożyć wyjazd na późniejszą godzinę, żeby Pan A. znalazł chociaż godzinę dla mnie jutro?
3. a może przenieść wyjazd na przyszły tydzień?
Głupio trochę, bo już z dzisiaj przeniosłam na jutro...

W przerwie meczu Polska - Gruzja w piłkę nożną pogadam z mamą... Przyznam się, że nie jechałam tylko na wystawę fotografii ...
Ah ... czemu to życie jest takie dziwne ?
Żałuję, że ta 'choroba' to nie zwykłe zatrucie. Byle by wymiotować i już. To chyba jest o wiele gorsze .... Ręce mi się trzęsą, i, jak wspominałam, reszta ciała też daje o sobie znać.

A wy? Co byście zrobili ?

Z tym problemem chyba nie usnę do rana ...

Mimo zimnych rąk (nerwica, a jak) ciepło Was wszystkich ściskam . Troszkę mi lżej, ulżyłam sobie tutaj ... To problemu nie rozwiązuje, a może ... ?

Dobranoc, moi drodzy.
Buziaki
-C.R.
 

 
Cześć!!
Nie trudno się domyśleć, że piszę pierwszy raz i że jestem tu nowa. Oczywistością może być (albo też i nie, zależy) iż ten blog będzie prywatny. Bardzo intymny. Biorąc pod uwagę, że muszę czasem wyładować swą frustrację i nie zawsze o wszystkim mogę powiedzieć mamie czy bratu ... moje refleksje, poglądy, to co tu będzie napisane = 100 % mnie.
Podpisywać się będę pseudonimem. A tak dokładniej pseudonimem, który nosi mój awatar w grze WonderLife. Aktualnie mam tygodniowego bana ... Ale o tej grze opowiem później.
To chyba tyle tytułem wstępu ...
Więcej się o mnie dowiecie, gdy będę pisać w następnych notkach, dzisiaj bez żadnego przedstawiania. No chyba że tyle... Mam na imię Kasia.
Przed, dosłownie, chwilą, w ciągu sekundy zaczął padać ulewny deszcz, a ulice zamieniły się w potoki wody...

Pozdrawiam ciepło i serdecznie całuję wszystkich Pingerowiczów

Catherine R.